Praski pragmatyzm pod lupą NATO. Czy Andrej Babiš przekona Sojusz do „czeskiej drogi”?

W murach praskiej Akademii Straki, siedzibie czeskiego rządu, 16 kwietnia 2026 roku zapachniało wielką dyplomacją i jeszcze większymi pieniędzmi. Wizyta sekretarza generalnego NATO, Marka Ruttego, w stolicy Czech nie była jedynie kurtuazyjnym przystankiem na trasie przed lipcowym szczytem w Ankarze. To była twarda lekcja geopolitycznej matematyki, w której premier Andrej Babiš starał się udowodnić, że czeski wkład w bezpieczeństwo wspólnoty jest znacznie cenniejszy, niż sugerowałyby to surowe dane z arkusza kalkulacyjnego.

Podczas gdy Warszawa z dumą realizuje rekordowe wydatki zbrojeniowe, przekraczające 4 proc. PKB, Praga zdaje się prowadzić zupełnie inną grę. To gra o wiarygodność, w której stawką jest nie tylko bezpieczeństwo wschodniej flanki, ale i relacje z nieprzewidywalnym Waszyngtonem pod wodzą Donalda Trumpa.

Budżetowa gimnastyka: 21 miliardów powodów do sporu

Głównym punktem napięcia podczas rozmów Ruttego z Babišem była kwestia finansowania armii. Czeski rząd, sprawujący władzę od niespełna czterech miesięcy, znalazł się w ogniu krytyki – zarówno wewnętrznej, jak i płynącej ze strony amerykańskich dyplomatów.

Wydatki na obronność Czechy

Liczby są nieubłagane. Obecnie czeski resort obrony dysponuje budżetem w wysokości 155 miliardów koron, co odpowiada zaledwie 1,7 proc. PKB. To wynik, który w Brukseli i Waszyngtonie budzi wyraźne zniecierpliwienie, zwłaszcza w kontekście ambitnego celu wyznaczonego przez Sojusz: osiągnięcia poziomu 5 proc. PKB na obronność do 2035 roku.

Kontrast jest tym silniejszy, że poprzedni gabinet Petra Fiali planował na ten rok wydatki o 21 miliardów koron wyższe (2,35 proc. PKB). Andrej Babiš nie zamierza jednak uderzać się w piersi. Premier odrzuca zarzuty o osłabianie potencjału obronnego, twierdząc, że 2,1 proc. to absolutne maksimum, jakie czeska gospodarka jest w stanie obecnie udźwignąć. Aby jednak „dobić” do sojuszniczego minimum, Praga stosuje swoistą kreatywną księgowość, wliczając w poczet wydatków obronnych projekty realizowane przez inne ministerstwa.

Żołnierze zamiast procentów: Realny wkład na wschodniej flance

Mark Rutte przypomniał, że bezpieczeństwo jest fundamentem dobrobytu, a decyzje budżetowe, choć trudne, są niezbędne. Szef NATO znalazł jednak powody do chwalenia gospodarzy. Czechy, mimo finansowych kontrowersji, pozostają aktywnym graczem w terenie

Czeskie flagi powiewają dziś na Słowacji, Litwie i Łotwie, gdzie czescy żołnierze stanowią realną siłę odstraszania rosyjskich ambicji na wschodniej flance. To właśnie ta fizyczna obecność i profesjonalizm czeskiego kontyngentu są dla Brukseli dowodem na to, że Praga pozostaje sprawnym operacyjnie sojusznikiem. Do tego dochodzi kontynuacja inicjatywy amunicyjnej dla Ukrainy, która – mimo zmiany rządu – wciąż jest kluczowym kanałem wsparcia dla Kijowa, choć obecnie finansowanym głównie przez partnerów zewnętrznych. – Cieszę się, że czeska inicjatywa amunicyjna jest kontynuowana. Ukraina potrzebuje naszej pomocy. Drogi Andreju, liczę na naszą dalszą współpracę – powiedział Rutte.

Wydatki na obronność Czechy

Gambit w Cieśninie Ormuz: Ukłon w stronę Trumpa

Czesi, świadomi swoich niedoborów w statystykach, próbują nadrobić dystans aktywnością tam, gdzie inne stolice wykazują powściągliwość. Podczas konferencji padła intrygująca zapowiedź dotycząca zaangażowania Pragi w rejonie Cieśniny Ormuz. Region ten, kluczowy dla światowego eksportu ropy, stał się areną narastającego konfliktu USA i Izraela z Iranem.

Babiš poinformował o zbliżającej się wideokonferencji z udziałem czterdziestu państw, podczas której Czechy mają przedstawić „konkretną ofertę” wsparcia. Choć premier nie ujawnił detali, przecieki sugerują, że na stół może trafić propozycja dostaw zaawansowanego sprzętu wojskowego z czeskich fabryk.
Wychodzimy z propozycją i ofertą pomocy w zabezpieczeniu Cieśniny Ormuz – oświadczył Babiš, podkreślając siłę czeskiego przemysłu.

To posunięcie ma wyraźnego adresata: Biały Dom. Premier wyraził nadzieję, że czeską ofertę doceni Donald Trump, który wytyka państwom NATO brak wsparcia dla USA w konflikcie z Iranem. – Być może pana prezydenta Trumpa ucieszy fakt, że Czesi kładą na stół taką propozycję – dodał z nieskrywaną satysfakcją, licząc na dyplomatyczne punkty w Waszyngtonie.

Wydatki na obronność Czechy

Wojna na górze: Kto reprezentuje Republikę?

W tle wielkiej polityki międzynarodowej w Pradze toczy się klasyczny spór o prestiż i kompetencje. Punktem zapalnym jest skład delegacji na lipcowy szczyt w Turcji. Tradycyjnie to prezydent – a obecna głowa państwa, Petr Pavel, to emerytowany generał i były przewodniczący Komitetu Wojskowego NATO – przewodniczył czeskim delegacjom.

Andrej Babiš rzucił jednak rękawicę Zamkowi, zapowiadając, że to on, jako szef rządu, stanie na czele delegacji do Ankary. Dla zewnętrznych obserwatorów ten dwugłos jest sygnałem wewnętrznej niestabilności. Prawdziwa próba sił nastąpi w przyszłym tygodniu podczas osobistego spotkania premiera z prezydentem, który przebywa obecnie z wizytą w Ameryce Południowej.

Podsumowanie: Praski balans na linie

Wizyta Marka Ruttego pokazała Czechy w momencie trudnej transformacji. Z jednej strony mamy pragmatyczny rząd, który tnie wydatki zaplanowane przez poprzedników, z drugiej – państwo, które chce być postrzegane jako technologiczny lider i aktywny uczestnik misji od Bałtyku po Zatokę Perską.

Dla Polski, która stała się regionalnym liderem wydatków obronnych, postawa Czech jest fascynującym punktem odniesienia. Praga nie chce ścigać się z Warszawą na liczbę czołgów. Wybiera drogę dyplomacji niszowej, zaawansowanych technologii i gry na polityczne zadowolenie Waszyngtonu poprzez punktowe zaangażowanie. Czy ta „oferta specjalna” Babiša wystarczy, by uciszyć krytykę w Sojuszu? Odpowiedź poznamy w lipcu w Ankarze.

Zobacz również: 

Czeski zbrojeniowy rekord w Brnie. Modernizacja w cieniu wielkiej polityki