Perła za miedzą. Nowe życie najpiękniejszej willi w Ostrawie
Ostrawa kojarzy się nam często z industrialnym, surowym pięknem Dolnych Witkowic. Jednak tuż obok stalowych konstrukcji i kopalnianych szybów odrodził się właśnie świat, o którym niemal zapomniano. Rezydencja Františka Grossmanna, po latach walki z czasem i degradacją, doczekała się wreszcie finału renowacji wnętrz. Kosztował on miliony, ale efekt – widoczny tuż za polską granicą – zapiera dech w piersiach.
Jeszcze kilka lat temu budynek przy ulicy 28 Října w Ostrawie przypominał raczej smutne wspomnienie o dawnej potędze niż architektoniczny klejnot. Dziś, dzięki determinacji miasta i precyzyjnej pracy konserwatorów, Willa Grossmanna stała się jednym z najbardziej pożądanych adresów turystycznych w regionie morawsko-śląskim. Dla polskiego turysty, szczególnie tego z Górnego Śląska czy Małopolski, to propozycja idealna na jednodniowy wypad – bezpretensjonalna, luksusowa i dostępna niemal na wyciągnięcie ręki.
Rezydencja, która miała imponować
Historia willi to gotowy scenariusz na film o wielkich ambicjach. Wzniesiona w latach 1922–1924 przez przedsiębiorcę budowlanego Františka Grossmanna, od początku miała być czymś więcej niż domem. Stanowiła wizytówkę jego firmy – manifest możliwości, bogactwa i nowoczesności. Budowla oszałamiała rozmachem: od egzotycznych drzew w ogrodzie, przez fontanny i baseny, aż po wnętrza, w których każdy detal podkreślał status właściciela.
Los nie był jednak łaskawy. Sto lat później budynek był już tylko cieniem dawnej świetności, toczonym przez wilgoć i niszczycielską działalność stroczka domowego (groźnego grzyba niszczącego drewno). – Ratunek przyszedł w ostatniej chwili, niemal za pięć dwunasta – przyznaje Jan Dohnal, prezydent Ostrawy. Dziś, po zainwestowaniu ponad 132 milionów koron w generalny remont, willa znów tętni życiem.
Detal wart miliony
Prawdziwy przełom nastąpił jednak w ostatnich miesiącach. O ile sama bryła budynku zachwycała już od zakończenia prac budowlanych w 2024 roku, o tyle dopiero teraz możemy mówić o pełnej rewitalizacji. Miasto przeznaczyło dodatkowe 10 milionów koron na to, co w takich miejscach najważniejsze: duszę wnętrza.
Do willi powróciły meble i tekstylia, które przenoszą nas wprost w lata 20. ubiegłego wieku. Nie są to przypadkowe antyki; proces meblowania przypominał żmudne śledztwo.
- „Opieraliśmy się na dostępnych źródłach z epoki, które precyzowały kolorystykę, typ dywanów czy materiały, z jakich wykonano poszczególne mobilia” – wyjaśnia Tomáš Rusek, kurator willi.
- „Wiele sztuk to pieczołowicie odrestaurowane meble z epoki, ale tam, gdzie oryginały przepadły, zdecydowaliśmy się na wykonanie wiernych replik na podstawie archiwalnych zdjęć”.
Dziś goście mogą podziwiać mosiężne karnisze, bogato zdobione witraże i nowe polichromie, które zdobią ściany salonu muzycznego, jadalni i ogrodu zimowego. Nawet tak intymne przestrzenie jak sypialnie małżeństwa Grossmannów odzyskały swoje pierwotne wyposażenie, w tym łóżka wykonane na specjalne zamówienie, by idealnie oddać atmosferę Pierwszej Republiki Czechosłowackiej.
Nowe życie „domu z duszą”
Ostrawa udowadnia, że rewitalizacja to nie tylko odnowienie murów, ale też budowanie nowej społeczności. Willa Grossmanna w krótkim czasie stała się lokalnym centrum kultury. Odbywają się tu koncerty i spotkania, a wnętrza bywają świadkami najważniejszych chwil w życiu mieszkańców – w 2025 roku w rezydencji odbył się pierwszy ślub.
Statystyki mówią same za siebie: w ciągu ostatnich dwóch lat progi rezydencji przekroczyło 19 tysięcy osób, w tym goście z tak odległych krajów jak Japonia. Jednak to Polacy, ze względu na bliskość geograficzną i historyczną, są tu szczególnie częstymi gośćmi. Ogród willi, dostępny bezpłatnie, stał się ulubionym miejscem spacerów dla tych, którzy szukają wytchnienia od miejskiego zgiełku.
Plan na majówkę? Kierunek: Ostrawa
Dlaczego warto odwiedzić Willę Grossmanna właśnie teraz? Bo jest ona dowodem na to, że nasza część Europy potrafi z ogromnym szacunkiem podchodzić do wspólnego dziedzictwa. To lekcja elegancji, której nie powstydziłyby się największe europejskie stolice, podana w sposób przystępny i angażujący.
Przed zbliżającą się majówką warto zarezerwować termin zwiedzania na stronie vilagrossmann.cz. To tylko chwila drogi z Katowic czy Gliwic, a podróż w czasie, którą oferuje rezydencja Františka Grossmanna, jest warta każdych pieniędzy i każdej spędzonej tu minuty. Ostrawa znów udowadnia, że potrafi zaskoczyć – tym razem nie stalą, a jedwabiem, mosiądzem i pięknem architektury, która powstała z popiołów.
Tekst powstał na podstawie materiałów Urzędu Miasta Ostrawy.



